Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 grudnia 2014

Zima, zima, zima!

Coś w tym roku ta zima jakoś tak późno przyszła. Pamiętam, że jak byłam szczeniakiem, to już w listopadzie można było szaleć w śniegu. A teraz co? 26 grudnia i dopiero jakiś biały puch spadł na ziemię. Ale lepiej późno niż wcale - bo od razu jakoś sympatyczniej się robi na świecie ;)


No więc w piątek spadł śnieg, a w sobotę oczywiście był spacerek! :D Ja tam już jestem za stara na śniegowe zabawy (w końcu całe 4 lata na karku mam), ale i tak ucieszyłam się, z tego, że jest biało. A jeszcze bardziej ucieszyłam się z tego, że przyszła moja Opiekunka - cały tydzień jej nie widziałam, więc się stęskniłam ;) Już z samego rana zastanawiałam się, co też będziemy razem robić.

Chcecie wiedzieć, co robiłyśmy? Najpierw byłyśmy przejść się kawałek, ale oczywiście nie same. Poszli z nami też Fikus i Vita ze swoimi Wolontariuszkami. Spacerek nie był długi, bo coś ci nasi Duzi zaczęli narzekać, że zimno. Ja tam nie czułam (powinni sobie też zapuścić gęstą sierść ;)), ale niech im będzie. Kiedy wróciliśmy, załapałam się na małe czesanko - ponoć strasznie się lenię. Powiedziałam mojej Opiekunce, że to nieprawda - wcale nie jestem leniem. Ale podobno chodziło o to, że tracę dużo sierści i trzeba mnie wyczesać. W sumie nie mam nic przeciwko - całkiem to przyjemne :) Gdyby tylko ciągle nam ktoś nie przeszkadzał, chodząc po korytarzu, to już w ogóle byłoby super.


Po (jak to się mądrze nazywa) "zabiegach pielęgnacyjnych" poszłyśmy na wybieg. Były szaleństwa, biegi za i z piłką, ale też trochę ćwiczeń ;) Powtarzałam komendę "zostań" i poznawałam "tyczki" (że niby mam chodzić pomiędzy jakimiś pachołkami czy coś takiego). Grzecznie zostawałam na początku tyczkowego toru i czekałam na dalsze polecenia - jeśli dalej też poszło mi dobrze, to w nagrodę dostawałam PARÓWKI! :D



Po wybiegu jeszcze trochę byłyśmy się ogrzać w schronisku, a potem poszłyśmy na jeszcze jeden spacer - tym razem z moją byłą współlokatorką Moną. Nasze Opiekunki coś chyba mnie obgadywały, bo co chwilę słyszałam swoje imię. Obiło mi się o uszy jakieś trudne słowo - beha...wio...ryst...ka (chyba tak). Że niby moja Wolontariuszka chciałaby mi pomóc zapanować nad emocjami przy innych psach, bo martwi się, że kiedyś narobię sobie problemów. Ja tam mam inne zdanie na ten temat, ale nie będę się z nią kłócić - wiem, że chce dla mnie dobrze :)

A na koniec wykorzystam jeszcze to, że mam głos :) Dzisiaj sylwester. Proszę, błagam, zaklinam - NIE STRZELAJCIE! Chyba nie wiecie, jak wiele zwierząt panicznie boi się wystrzałów fajerwerków. Psy, koty, a także dzikie zwierzęta. My nie rozumiemy, czemu nagle nad naszymi głowami i za plecami strzelają jakieś sztuczne ognie. My po prostu uciekamy, gdzie nas nogi poniosą. Często nie wiemy potem, jak wrócić do domu. Dlatego jeszcze raz proszę NIE STRZELAJCIE!
- Fara

wtorek, 26 sierpnia 2014

Już jestem grzeczna :)

Witam wszystkich, tu znowu Fara :) Ale tym razem już grzeczna ;)


W sobotę był spacerek - w końcu mi obiecali, to wyszłam. I było naprawdę fajnie! :D Najpierw poszłam się przejść ze Sparrowem. Trochę poszwendaliśmy się po okolicy - park i ul. Grzegorzka, czyli ponoć standardowa trasa. Po drodze minęliśmy kilka gołębi (te to są dopiero śmieszne - ledwo się pobiegnie w ich stronę, a te od razu zmykają; a po chwili lądują kilka metrów dalej i myślą, że już ich nie złapię :P) i psów. Ogólnie spacerek był udany :)


A po spacerku poszliśmy pod schronisko i posiedzieliśmy na ławce. Znaczy nasze opiekunki siedziały na ławce, a ja i Sparrow obok. I w pewnym momencie podeszli do nas ludzie z malutką córeczką. Co prawda pan nie wydał mi się na początku zbyt fajny, ale widać, że nie chciał mi nic zrobić. A mała była całkiem fajna :) Pogłaskała mnie, za co ja ją delikatnie polizałam w rączkę. I kto mówi, że nie lubię dzieci, hmm?

Bo taka ze mnie straszna bestia, zjadam dzieci na śniadanie... Żartuję oczywiście! :D
Potem państwo poszli, a my wybraliśmy się na wybieg. Razem z kilkoma innymi psiakami mogliśmy sobie trochę pohasać. Na początku Sparrow podrywał małą Nalę (jakby już nie miał większych koleżanek) - zdjęcie poniżej ;) A potem próbował też mnie, ale ja mu się nie dałam ;) Bawić się z nim nie mam ochoty - zbyt nachalny jak dla mnie. Próbowałam za to z Olimpią i Tolkiem, ale oni trochę się mnie bali, więc dałam im spokój. Moja opiekunka stwierdziła, że sprawdzimy, czy nadaję się do agility. Podobno to fajne, więc dałam się namówić. I jak na pierwszy trening poszło mi idealnie. Huśtawka opanowana, skakanie przecież nie jest problemem dla żadnego psa :) Troszkę problemów mam jeszcze z czymś, co nazywają slalomem. Nie bardzo wiem, co zrobić z tymi tyczkami... Ale się nauczę! ;)

Sparrow z nową dziewczyną ;)
Tak się już rozpisałam, a to jeszcze nie koniec. Postaram się trochę streszczać ;)

No więc moja opiekunka zabrała mnie (i tylko mnie ;)) jeszcze do takiego parku trochę dalej. Mówiła, że prawie rok temu byłam w nim też na spacerze. Całkiem możliwe, cośtam kojarzę ;) W parku trochę pogłaskała mnie po brzuszku (mmmm.... to lubię), a potem przyszedł do nas Tolo ze swoją opiekunką. Pamiętacie Tolo? To ten kudłacz, co tu kiedyś pisał. No, już nie taki kudłacz. Zresztą zobaczcie sami ;)

Ogołocony Tolo ;) Poznajecie go?
No więc przyszedł, bo moja Duża miała mu porobić zdjęcia. Strasznie niecierpliwy ten Tolo, wierci się, kręci i patrzy wszędzie, tylko nie w aparat. No ale w końcu się udało i poszłyśmy z powrotem do schroniska. Tam spotkałam Luckiego - wilczaka czechosłowackiego. Chłopak jest duży i do tego niewyżyty - nie rozumie, że ja się nie chcę z nim bawić. Gdyby mnie od niego nie zabrali, to w końcu ugryzłabym go w ten jego nos. Na szczęście nie musiało do tego dojść ;) Chwilę potem on poszedł na spacer, a ja znowu poszłam na trochę na wybieg. No a potem do boksu.


Niektóre psy bardzo nie chcą wskakiwać do boksu, zapierają się z całych sił. Ja wolę nie dokładać mojej opiekunce problemów. Wiem, że ona mnie nie może zabrać do domu. A i tak umila mi życie tym, że zabiera mnie na spacery :)

Trzymcie się! 
- Fara

czwartek, 21 sierpnia 2014

Prawie rok... I znów kraty... Oby nie na długo

Cześć, jestem Fara. I do niedawna miałam dom, ale to już minęło - szukam nowego.


Ale zacznijmy od początku. Rok temu, a dokładniej 22 sierpnia roku 2013 pierwszy raz weszłam przez progi schroniska. Wtedy było to dla mnie dobre miejsce. Wcześniej los mnie nie oszczędzał. Koczowałam na ulicy, żywiąc się resztkami. W rezultacie byłam chuda i miałam dość marną sierść. Schronisko oznaczało dla mnie pełną miskę i dach nad głową. A dość szybko zaczęły się też spacery z wolontariuszką. Może 2 razy w tygodniu to nie jakiś luksus, ale i tak było fajnie :)


Kiedy już dobrze poznałam moją opiekunkę, po ok. 2 miesiącach wspólnych spacerów, okazało się, że ktoś chce mnie zabrać do domu. MNIE - katowicką, niczym-nie-wyróżniającą się przybłędę. Zamieszkałam z państwem i ich dziećmi. I myślałam, że to już będzie koniec mojej przykrej historii. Niestety, myliłam się...

Nie pamiętam, co zrobiłam źle. Chyba pokłóciłam się o coś z dzieckiem. Może parę słów czy gestów było za dużo. Może przypadkiem użyłam zębów. Sama już nie wiem. Wiem, że nagle mój świat się zawalił. Znów wróciłam do schroniska. Tym razem już nie jako chuda przybłęda, a okrąglutka suczka z zadbaną sierścią. Niestety i tak niechciana. Na pamiątkę dostałam szelki i smycz. I tak już minął prawie miesiąc.


Kiedy tak dzisiaj siedziałam w boksie z nadzieją, że ktoś mnie zauważy, podeszły do mnie dwie dziewczyny. Kojarzyłam je skądś, ale nie byłam pewna. Potem sobie przypomniałam - to z nimi chodziłam na spacery podczas poprzedniego pobytu w schronisku. To one dawały mi parówki i głaskały mnie. Tym razem też to zrobiły - zabrały mnie na spacer! :)

No i przyznaję się, nie byłam aniołkiem... Parę razy pokłóciłam się z psimi kolegami, z jedną suczką nawet się pogryzłam. Ale to ona zaczęła i wciąż się na mnie rzucała, nawet kiedy ja już chciałam odpuścić... Trochę mnie potarmosiła, ale na szczęście wszyscy wyszli z tego cało :) Oprócz tego mam jeszcze jeden grzech na sumieniu. Znowu nie zapanowałam nad odruchem użycia zębów :( W pewnym momencie moja opiekunka zrobiła coś, co mi się nie spodobało, a ja zanim w ogóle zdążyłam się zastanowić, capnęłam ją w palec. Ja naprawdę BARDZO przepraszam.... Postaram się nie robić tak więcej. Nie można gryźć ręki, która głaszcze. Dobrze, że jej nie zniechęciłam do tego.


Poza tymi nie do końca dobrymi momentami spacer był bardzo fajny. Pobiegałam, potuliłam się, zjadłam trochę parówek i nawet pobawiłam się z jedną młodą ;) Niestety na koniec musiałam wskoczyć z powrotem do boksu. Ale obiecano mi, że to nie ostatni mój spacer :)

- Fara

czwartek, 17 lipca 2014

Co za pogoda... Oraz parę słów od Dakoty

Cześć, to znowu ja, Lola :) Wpadłam tylko na chwilę, żeby Wam powiedzieć, że dzisiaj pogoda była zabójcza - nawet dla mnie. Ledwo wyszłam z boksu, a już wolałam uciec pod jakiś krzak albo do innego cienia. Na spacerze kilka raz zgłaszałam protest i chowałam się tam, gdzie najchłodniej. A Sparrow do mnie szybko dołączał ;)

Po spacerze poszliśmy na wybieg. W jednym baseniku było trochę wody, za mało, żebym się mogła wykąpać, ale zawsze coś. A na dodatek znalazłam Krówkę, której też było gorąco, więc pomogłam jej się ochłodzić ;) Sparrow nie chciał mi pomóc, za to Harry z chęcią to robił :P

Najpierw kąpanie...
...potem suszenie...
Ode mnie tyle, oddam jeszcze głos Dakocie, która chciała coś powiedzieć ;)

- Lola


No czeeeeść! Mówią mi Dakota, choć nie wiem czemu - nie bardzo mi się to podoba, ale nie mam nic do gadania ;) Może nie jestem ideałem, ale CHCĘ, naprawdę CHCĘ mieć dom. Wiem, że nie zawsze jestem grzeczna. Wiem, że ludzie nie lubią, jak kłócę się z innymi psami. Po prostu wolałabym być jedynaczką - czy to coś złego? Mam nadzieję, że nie...


Czasami śni mi się, że znalazłam już dom. W tym śnie jest Pani i Pan. I oni mnie naprawdę kochają. Nie muszę słuchać rozpaczliwego szczeku innych psów, na spacery wychodzę 3 razy dziennie. Mam własne posłanie, własną miskę i własną maskotkę. Kiedy mi smutno, przytulam się do Pana lub Pani, a oni mnie nie odtrącają. Kiedy widzę, że im jest smutno, pocieszam ich. Wiem, że nigdy mnie nie oddadzą, że będą mnie kochać aż do końca życia. Wiem to, bo jestem ich, a oni są moi.


Czy ten sen się spełni? Mam ogromną nadzieję, że tak. A na razie czekam...

- Dakota

wtorek, 15 lipca 2014

Urlopowe zmiany

Cześć, jestem Lola :) I mam pecha :(


W schronisku mieszkam już od roku... Trafiłam razem z przyjaciółką, która jednak szybko znalazła dom. A jakoś nie zapowiada się, żeby mój pobyt w schronisku miał się szybko skończyć. Nie wiem, co robię źle, że nikt mnie nie chce pokochać.

 

Na szczęście mam swoją opiekunką, która dba o to, żebym za dużo nie myślała o moim nieszczęściu ;) Lubię skakać i szaleć, więc każdy spacer to dla mnie ogromna frajda - bo co można robić w ciasnym boksie? Nie można gonić piłki, nawet na zabawy ze Sparrowem - moim kumplem z boksu, nie ma miejsca. Ale na moją opiekunkę mogę zawsze liczyć :) Ostatnio coś wspominała, że przez jakiś czas nie będzie do mnie przychodzić - jakieś wakacje czy coś takiego. Ale obiecała też, że nie pozwoli, żebym siedziała sama. I tak właśnie dostałam zastępczą opiekunką. To nie to samo, ale przynajmniej mogę liczyć na spacery ;)


W ostatnią sobotę dużo czasu spędziłam na wybiegu. Bawiłam się ze Sparrowem, goniłam za piłką i w ogóle szalałam :D Byłam też na spacerze z kolegami. Mimo że starałam się być grzeczna, muszę się przyznać do czegoś... Po pierwsze, ciągnęłam moją zastępczą opiekunkę za mocno - wiem, bo przez to zmęczyłam się tak mocno, że musiałam poleżakować w kałuży ;) Myślę, że nie tylko ja się tym zmęczyłam, więc przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać, by wszędzie szybko dotrzeć. A po drugie... No cóż, nie zawsze jestem delikatna i tym razem trochę przegięłam. Kilka razy mi się zdarzyło, że dziewczyny chciały mi dać parówkę, a ja im przygryzłam np. palec. Ale to wszystko niechcący - naprawdę.


No i to chyba na tyle na dzisiaj. Może się jeszcze tutaj odezwę ;)

- Lola

sobota, 5 lipca 2014

To NA PEWNO nie był dobry pomysł!

Ta łapa mnie ciągle boli :( Na początku spaceru myślałam, ze już jest dobrze - mogłam normalnie chodzić i nie bolała. Ale wystarczyło kilkadziesiąt kroków i było tylko gorzej. Zaczęła mnie boleć, a potem coraz bardziej i bardziej... W końcu ledwo mogłam chodzić.


Na domiar złego nabawiłam się jeszcze na tej samej łapce rany. Może nie jest ona śmiertelna, ale dokłada nieprzyjemności. Nawet nie wiem, skąd ona się wzięła :( Nikt tego nie wie, dlatego po spacerze zostałam przeprowadzona do innego boksu - myślą, że z tamtym jest coś nie w porządku.


Poza tym byliśmy nad wodą, za którą, jak już mówiłam, niespecjalnie przepadam. Ja tam wolałam pozaczepiać ludzi, wyciągnąć od nich coś smakowitego i oczywiście poleniuchować na brzegu ;) Potem wróciliśmy do schroniska i poleniuchowaliśmy na wybiegu razem z Ramisem, Harrym i Koką. Chociaż... Może nie do końca ;) JA leniuchowałam, a oni tylko chwilami się do mnie przyłączali - raczej woleli się bawić, biegać za piłką i chlapać w misce z wodą. Cóż za marnotrawstwo wody i energii...


Na koniec, jak już mówiłam, przenieśli mnie do innego boksu. A właściwie dosłownie wnieśli mnie - ze względu na moją chorą łapkę. Ale moja opiekunka powiedziała, że przyjdzie do mnie we wtorek, bo jesteśmy z kimś umówione - ciekawe z kim :)

- Kira

piątek, 4 lipca 2014

Chyba to nie był dobry pomysł...

Wczoraj nie był zbyt dobry dzień... Nie dość, że było za ciepło, to jeszcze na samym początku spaceru pokłóciłam się z koleżanką :( Mam nadzieję, że jej się nic nie stało, ja niestety trochę na tej bójce ucierpiałam. To chyba naprawdę nie był dobry pomysł, gryźć się z nią... Potem przez cały spacer bolała mnie łapka. Moja opiekunka oglądała ją, ale nic strasznego nie zobaczyła. Tylko kilka małych ranek. Ale chyba sobie ją trochę nadwyrężyłam, bo troszkę boli, jak na niej staję. Mam nadzieję, że szybko mi przejdzie. Wyliżę się z tego - dosłownie, jęzorem ;)


Trzymajcie się i nie bijcie się z kolegami! ;)
- Kira

sobota, 28 czerwca 2014

Woda? Czy ja wiem? Może jednak podziękuję


No i kolejny dzień za nami. Dzisiaj też byłam na spacerze - razem z Ramisem poszliśmy nad wodę. On to od razu wskoczył, zaczął się taplać i biegać za patykami. Nie wiem, co on widział w tym stawie... Po co się pchać do wody? Potem jest się tylko niepotrzebnie mokrym. Dobra, podejdę, napiję się, nawet łapki trochę zamoczę, ale nic więcej. Wolę jednak mieć grunt pod nogami.


Spotkaliśmy nad wodą Lolę i Sparrowa. Lola też by tylko się w tej wodze taplała, za to Sparrow był bardziej w moim typie. Trochę może przesadzał z tym strachem przed wodą - przecież podejść można, ale zgadzał się ze mną, że nie ma, po co się moczyć. Za to można trochę poszaleć na brzegu ;)


Trochę pobawiliśmy się, poopalaliśmy się w cieniu i pora była wracać do schroniska. Na szczęście jeszcze nie do klatki. Zostałam wyczesana, a potem razem z Ramisem i Fado mogliśmy pohasać na wybiegu. Tyle że nikomu się specjalnie nie chciało już ;) Trochę się pobawiliśmy, ale było za gorąco na szaleństwa, więc trochę też poleniuchowaliśmy w cieniu. A potem trzeba było wracać za kraty...


Trzymajcie się!
- Kira

czwartek, 26 czerwca 2014

Nareszcie wolność! Przynajmniej na chwilę ;)

Hej, hej :) Jestem tu nowa ;) Mówią na mnie Kira i mam dopiero 2 lata. I nie wiem, czemu muszę żyć za kratami... No ale cóż mogę zrobić? Dlatego ogromnie się cieszę, że dzisiaj mogłam wyjść chociaż na chwilę i pobiegać po trawie :)


Ale zacznijmy od początku. Siedzę sobie grzecznie w boksie, a ty nagle ktoś podchodzi. Mówi mi "Cześć, chcesz iść na spacer?". Jak mogłabym mu (a właściwie jej) odmówić? No to wypuściła mnie, zapięła na smycz i wyszłyśmy :) Trochę ją chyba za mocno pociągnęłam na początku, ale tak bardzo cieszyłam się tą pół-wolnością, że nie umiałam się powstrzymać. Miałam w sobie tyle energii do rozładowania, dlatego jeszcze bardziej się ucieszyłam, kiedy poszłyśmy na wybieg, gdzie puściła mnie wolno. Oczywiście z pewnymi ograniczeniami w postaci płotu ;) Ale było i tak SUPER! Biegałam, biegałam, biegałam aż się zmęczyłam. Wtedy przystawałam na moment i przyglądałam się dziewczynie, która była ze mną.


A ona? Próbowała mnie wołać, coś nawet chciała mi dać. Czasami podbiegłam, szybko zlizałam smakołyk z jej rąk i poleciałam dalej. A ona nie zrażała się. Przychodziłam coraz częściej i coraz bardziej mi się to podobało. A potem przyszedł do nas Ramis i razem szaleliśmy na wybiegu. Świetny z niego chłopak, tylko jakiś taki puszysty ;)


Kiedy już się wybawiliśmy, z powrotem zostałam zapięta na smycz. Razem z moją opiekunką (TAK! Mam w końcu kogoś, komu na mnie zależy! :D) posiedziałyśmy trochę i poznawałyśmy się lepiej. W pewnym momencie przywiązała mnie do barierki i odeszła kawałek. Myślałam, że znowu mnie zostawi. Na szczęście ona odeszła tylko kilka metrów dalej, a za to do mnie podeszli inni fajni ludzie :) Potem wróciła moja opiekunka i wszystko było dobrze :)


Szkoda tylko, że spacer tak szybko się skończył i musiałam wracać za kraty. Mam nadzieję, że ta dziewczyna jeszcze do mnie przyjdzie...

- Kira

sobota, 14 czerwca 2014

A mówili...

A mówili, że spacer będzie długi. A mówili, że będzie fajnie. A mówili, ze będzie dużo ludzi, którzy będą mnie głaskać. A tu co?

Spacer może nie był krótki, ale Duzi przestraszyli się deszczu. A co to za problem, trochę wody? Przecież nikt nie jest z cukru. No, może ten grad nie był przyjemny, jak walił mnie po zadku, ale on był tylko chwilę. A przecież jak tylko posprzątali wszystko, to znowu wyszło słońce. Ale nie, oni uciekli, więc ja też musiałem z nimi.
Biegniemy dalej? No juuuuż - choooodź!
No fajnie nawet było... Ale. Zawsze jest ale. Za mało rozrywki było. Nie pozwolili mi się nawet pobawić z tymi śmiesznymi zwierzakami, które nazywali szopami. A takie fajne były. Szkoda tylko, że za siatką... Było znowu agility, trochę spaceru... No i ucieczka przed deszczem - to było świetne :D Biegliśmy razem, pomagałem mojej opiekunce przytrzymując moją smycz ;)

Naprawdę już musimy wracać? Przecież już nie pada...
A ludzi było mało. Podobno organizatorom imprezy słabo poszła reklama. To znaczy chyba, że mało ludzi wiedziało, że tam będę - znaczy ja i moi koledzy i koleżanki ;) Parę osób mnie pogłaskało, ale gdzie tam do tłumów...

Z dobrych stron, to wyprosiłem od p. Oli całe pyszne ciastko :D A moja opiekunka powiedziała, że skoro dzisiaj tak słabo wyszło, to pójdziemy jeszcze jutro. Może będzie lepiej. 

Ps. W aucie nawet nie było tak źle ;) Bagażnik jest całkiem fajnym miejscem - jest cały dla mnie :) Tylko trochę trudno się do niego wskakuje, ale da się przeżyć :)

- Atos

piątek, 6 czerwca 2014

Czwartkowy spacer

To znowu ja, Atos :) Wczoraj znowu był dzień, kiedy przyszła moja opiekunka. Najpierw przeszła koło mojego boksu, myślałem, że mnie zostawi. Ale na szczęście ona tylko poszła po Harrego (bo tym razem to jego wolontariuszki nie było) i wróciła po mnie :)

Dziwnie się chodziło, wiedząc że moja opiekunka w tym samym czasie trzyma też innego psa, ale nie narzekałem ;) W końcu każdy zasługuje na spacer :) Dołączyła do nas jeszcze Lejdi i Lola i poszliśmy do lasu. Mogłem trochę pobiegać bez smyczy, a na końcu było BAJORO :D Było suuuper! Razem z Lejdi i Lolą biegaliśmy, szaleliśmy i chlapaliśmy wszystko i wszystkich. Chyba nasze opiekunki nie były z tego powodu szczęśliwe, ale trudno :P Tylko biedny Harry musiał być cały czas na smyczy.

W drodze powrotnej prowadziłem całą grupę - i co jakiś czas sprawdzałem, czy nikt się nie zgubił ;) Blisko schroniska zostałem zapięty na smycz. Podobno boją się, żebym nie wpadł pod te hałasujące cosie zwane samochodami. No, niech im będzie ;)

Wróciliśmy i poszliśmy znowu odwiedzić wybieg - ten z agility. Lejdi uczyła się tego, co ja już mam opanowane, a Harry wchodził jej w paradę :P On myśli, że wszystkie parówki są dla niego. Trochę pobiegaliśmy, poćwiczyliśmy i pora była wracać do boksu. Niestety moja wolontariuszka powiedziała, że w sobotę nie pozwalają jej przyjść... Ale wspominała też coś, że może pójdę w przyszłym tygodniu do nowego pana, który chciałby, żebym pilnował jakichś stawów. Zobaczymy, co to będzie :)

- Atos

środa, 28 maja 2014

Spóźniony...

Dzisiejszy post jest trochę spóźniony...

Wiecie, wczoraj też byłem na spacerze. Ale jakoś nienajlepiej się czułem - chyba to przez to, że dostaliśmy coś dziwnego do jedzenia. A potem jeszcze te tabletki na odrobaczenie (3!!!)... Spacer jakoś minął, niewiele robiliśmy. Trochę się przeszliśmy, byliśmy też na wybiegu. Harry i Lola nawet trochę poćwiczyli, ale dla mnie było zbyt duszno. I jeszcze ten brzuch...


Potem zaczęło trochę padać i odzyskałem część energii, ale ćwiczyć nie zamierzałem. Nie interesuje mnie, że w sobotę dzień otwarty (na który serdecznie zapraszam), kiedy mam się zaprezentować. Trudno. A w czwartek podobno nie przyjdzie do mnie moja opiekunka. Ale inna dziewczyna obiecała ze mną wyjść, więc nie będzie źle ;)

Trzymajcie kciuki, żebym wrócił do formy :)

- Atos

sobota, 24 maja 2014

Ale upał...

Ale dzisiaj był upał... Po prostu żyć się nie chciało. Ale przecież dzisiaj sobota, więc obowiązkowo musi być spacerek ;) Trochę się zdziwiłem, bo moja opiekunka przyszła wcześniej niż zwykle. Nie, żebym narzekał czy coś, ale nie byłem jeszcze w 100% przygotowany. Ale trudno się mówi - i tak bardzo się ucieszyłem :)

Na początku skorzystaliśmy z tego, że wybieg był wolny - miałem go całego tylko dla siebie. Potem przyszły do nas jakieś dwie dziewczyny, ale (co dość dziwne) bez psów. Nie znałem ich wcześniej, ale od razu polubiłem :) Zwłaszcza jedną, która mi dała parówkę :P Moja opiekunka zaczęła rozmawiać z nimi na jakiś dziwny temat - fejsbuk, cze jakoś tak. Chcą coś podobno "rozruszać" - dobrze, że nie mnie, bo w taki upał lepiej się nie ruszać za dużo ;) Po chwili przyszła do nas Lejdi ze swoją opiekunką - bardzo ją lubię (mówię o opiekunce, ale Lejdi też jest w porządku) :P Trochę pobiegaliśmy po wybiegu, poćwiczyliśmy też, ale tylko troszkę ;) A potem poszliśmy na obiecany spacer na Borki :D


Borki to taka duuuuża kałuża. Ludzie mówią na to staw. Nieważne jak się nazywa - jest SUPER! Jak tylko tam doszliśmy, od razu wskoczyłem do wody. A moja opiekunka nie miała wyjścia - musiała wskoczyć za mną ;) Ledwo zdążyła zdjąć buty (swoją drogą nie mam pojęcia, po co ludziom buty... zwłaszcza w lecie...). Na szczęście szybko spuściła mnie ze smyczy i mogłem sobie brodzić sam :)

 

Bawiłem się świetnie w wodzie, a nagle moja wolontariuszka chwyciła mnie za szelki, a potem zapięła na smycz. Dlaczego? - zastanawiałem się - Co takiego zrobiłem? Okazało się, że zbliżała się do nas inna grupka z psami. A to były tamte dwie dziewczyny z wybiegu razem z jakimś facetem. A tym razem przyszli z psami - Mańkiem, Flawią i Czortem. Chwilę musiałem pochodzić na smyczy, ale jak tylko wszyscy przekonali się, że nikt nikogo nie zje, zostaliśmy spuszczeni - wszyscy oprócz Lejdi, bo ona jeszcze za mało chce przychodzić na zawołanie ;)


Maniek jest dziwny - to taki mały kurdupel (oczywiście w pozytywnym znaczeniu :P), a chciałby się ze mną bawić. On nie wie, że mógłbym mu zrobić krzywdę? Wolałem jednak go unikać, co inni traktowali tak, jakbym był tchórzem i przed nim uciekał. A to przecież nieprawda! Za to Flawia jest super dziewczyną. Nie wiem, czemu nie pozwalali mi jej zaczepiać. Bali się, że coś jej zrobię czy co?

Z Flawią - prawda, że fajna? ;)
Pobiegaliśmy razem, popływaliśmy i było naprawdę fajnie, ale w końcu trzeba było wracać. Przy schronisku trochę zostałem wyczesany. Niby nie mam nic przeciwko temu, ale nudne to... Na szczęście po jakimś czasie przyszli do nas Harry z Koką i nie było już czasu na czesanie ;) A potem trzeba było wracać do boksu...


Trzymajcie się wszyscy!

- Atos